Wróciłam z zakupów, kupiłam sobie między innymi płaszcz na zimę w kolarze granatowym. Wczoraj bardzo miły wieczór z M. oczywiście wpadły 2 piwa (700kcal) po powrocie się zaczęło, jadłam wszystko co stanęło na mojej drodze. Rano na wadze nie było aż tak źle jak się spodziewałam, mój metabolizm jest cudowny, widać wszystkie te cuda, które z nim robiłam, wszystkie te sztuczki, które stosowałam by oszukać mój organizm nie poszły na marne. Dziś jednak i tak trzeba to odpracować. Dzień oczyszczenia polegający na nie jedzeniu a piciu. Dzień na płynach nie jest taki zły, rano zielona herbata, potem zielona herbata z cytryną, kolejna zielona herbata i tak jeszcze ze 2 litry tej zielonej mikstury dziś w siebie wmuszę. Na obiad bulion, w zasadzie wypiłam już jeden kubek rosołu ale jest przepyszny (tatuś robił) więc jeszcze trochę tego wypiję, potem jakieś soki grejpfrutowe, kupiłam dziś w tesco sobie 3 takie grejpfruty więc myślę że do wieczora jakoś przeżyję. Dziś sobota czyli pewnie jakiś alkohol... okej, w końcu to też płyn. W poniedziałek wyjeżdżam w góry z klasą, tam to dopiero będzie ciężko się trzymać, ale dam radę, w każdym razie spróbuję. Mam nową siłę i motywację : ) Yeah!
"Są chwile, gdy wolałabym martwym widzieć Cię. Nie musiałabym się Tobą dzielić, nie. Gdybym mogła schowałabym twoje oczy w mojej kieszeni, żebyś nie mógł oglądać tych, które są dla nas zagrożeniem."
-Dzień dobry, przepraszam czy mogłabym się w panu dziś zakochać?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz