Przez ten weekend cała moja praca poszła na marne. W piątek przekarmiona przez własnego faceta, a w sobote przez rodzinę na urodzinach brata. Tak na prawdę to sama wdupiam co popadnie i nie ma tu niczyjej winy, sama robię sobie krzywdę. Mimo tego, że sernik był przecudowny to mam ogromne wyrzuty sumienia. Do imprezy osiemnastkowej Michała zostało 33 dni, do moich urodzin 37... Czyli 37 dni do celu, czyli 37 dni do -7kg, czyli około -1kg na 6 dni, czyli coś mało wykonalnego w moim przypadku. Nie potrafię nie jeść, nie potrafię nie pić piwa, nie mam silnej woli, to znaczy kiedyś miałam ale potem się zgubiła. Plan na najbliższy czas: znaleźć silną wolę, podbudować motywację, mimo iż jest bardzo duża, zacząć ćwiczyć (czego nigdy wcześniej nie robiłam dłużej niż 4 dni -.-) rozpocząć od jutra dietą "czterodniową" oczyszczającą, naprawić swój rozchwiany metabolizm, który sama sobie rozwaliłam. Mój organizm nie pracuje już tak dobrze jak w wakacje, teraz strasznie się rozleniwił... ale więcej zielonej herbaty i będzie w porządku. Przede wszystkim ruch! Wcięcie w talii mi się marzy... wszystko jest do zrobienia! Dam radę. Większość powie, że mam już obsesję bo całe życie nie jem i zawsze wyglądam tak jak wyglądam ale dla mnie każdy stracony kilogram jest sukcesem, każda kupiona koszulka w rozmiarze s jest na wagę złota. Wiem, że pewnie nigdy nie będę idealna, ale potrzebuję pewności siebie. Wiem, że jestem bardzo zakompleksiona ale mówię o tym głośno i dążę do celu aby wyglądać w końcu tak jak się czuję i tak jak powinnam wyglądać mając 18 lat. I słowa mojego chłopaka "jesteś dla mnie idealna" wcale mi nie pomagają, wiem że faceci potrzebują pewnych siebie kobiet, które znają swoją wartość, a nie zakompleksionych, która w każdym kęsie widzą swoją własną porażkę. Robię to każdego dnia, idę z podniesioną głową udając że jestem najbardziej pewną siebie dziewczyną jaką kiedykolwiek znał. Kocham go i chcę żeby był ze mnie dumny.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz